Spacery po aptekach dobre nie tyle dla zdrowia, ile dla kieszeni


Recepta na tańszy lek


Spacery po aptekach są coraz bardziej popularne wśród warszawiaków. Podróże opłacają się. Różnice w cenie jednego opakowania leku dochodzą w stolicy nawet do 27 złotych. Często dotyczą specyfików refundowanych z budżetu.

74-letnia pani Jadwiga z Mokotowa raz na kilka tygodni zamiast na popołudniowy spacer wyrusza w podróż po aptekach. - Wiem dokładnie, gdzie są najtańsze leki na serce, a gdzie na stawy kolanowe. Ceny leków różnią się często o 10 zł lub więcej. A przy ilości medykamentów, jaką muszę kupować co miesiąc, to bardzo dużo - wyjaśnia starsza pani. Wczoraj sprawdziliśmy ceny leków w dziesięciu aptekach. Największa różnica cen, jaką odnotowaliśmy, to 27 złotych. Opakowanie środka dla osób przewlekle chorych - Zyprexy 5 mg - kosztowało w aptece w Śródmieściu 60 zł, a w innej (w tej samej dzielnicy) aż 87 zł. Za lek urologiczny Omnic w jednej z placówek na Targówku trzeba zapłacić 57 zł, w aptece śródmiejskiej o dziesięć złotych mniej. Najbardziej różnią się ceny farmaceutyków najdroższych i przeznaczonych do kuracji długoterminowych. Bioparox, dosyć popularny antybiotyk, którym leczy się zapalenie gardła i zatok, mieszkańcy Mokotowa mogą kupić za 27 zł, na Jelonkach trzeba zapłacić za niego już ponad 30 zł za opakowanie.

Cena urzędowa, ale nierówna
- Teoretycznie leki refundowane z budżetu państwa wszędzie powinny kosztować tyle samo, bo obowiązuje na nie cena urzędowa - mówi Włodzimierz Hudemowicz, prezes warszawskiej Okręgowej Izby Aptekarskiej. - Problem w tym, że zgodnie z polskim prawem Ministerstwo Zdrowia określa cenę maksymalną, a nie minimalną. Firmy farmaceutyczne mogą więc obniżać ceny leków wybranym hurtowniom, a te z kolei wybranym odbiorcom, np. własnym sieciom aptek lub tzw. aptekom patronackim - dodaje. Jak szacuje Izba Aptekarska do takich sieci, jak Euro Apteki, Apteki 21 czy Medycyna i Farmacja, należy ok. 5 - 7 proc. wszystkich stołecznych placówek. W stolicy aptek jest już 760. Mimo że placówek sieciowych jest niewiele, zdaniem aptekarskiego samorządu mają one większy obrót drogimi lekami niż pozostałe 90 proc. Starsi warszawiacy szczególnie chętnie kupują w aptekach Cefarmu (jest ich w Warszawie 35) i w placówkach sieciowych. To właśnie sieci apteczne sprzeciwiają się wyrównaniu cen lekarstw. Potwierdzają, że dzięki zamawianiu dużej ilości farmaceutyków dostają upusty i korzystają z promocji. - W interesie pacjentów jest konkurencja. Jeśli możemy wynegocjować niższe ceny i rezygnujemy z części marży, to powinniśmy mieć do tego prawo - uważa Andrzej Radzio, prezes spółki Medycyna i Farmacja, do której należą w stolicy cztery apteki. - Dobrze, że państwo nie określa cen minimalnych na leki. Inaczej uważają aptekarze nienależący do sieci. - Niemiec, idąc do małej osiedlowej apteki i dużej należącej do sieci, ma pewność, że za farmaceutyki refundowane z budżetu zapłaci tyle samo. Poszczególne placówki rywalizują natomiast poziomem obsługi klienta - uzasadnia Hudemowicz. - Jeśli lek może być tańszy dla pacjentów, to po prostu cena maksymalna powinna być niższa, ale dla wszystkich - dodaje.

Aptekarska giełda
W Polsce apteki coraz częściej przypominają supermarkety, wywieszają w witrynach promocyjne ceny leków, wydają karty stałego klienta. Duże sieci uważają, że tak być powinno. Małe apteki się z tym nie zgadzają. - Farmacja to nie sprzedawanie marchewki, chodzi także o poziom usług. Jeśli właścicielem apteki jest specjalista, to np. za złe sporządzenie leku lub sprzedanie niewłaściwego odpowiada karnie i zawodowo. Jeżeli apteka należy do biznesmena, który wynajmuje farmaceutów do pracy, za taką sytuację będzie odpowiadał tylko kierownik placówki, nie zawsze mający wpływ np. na sposób przechowywania leków czy źródło ich dostaw - mówią aptekarze indywidualni. - Gdybyśmy nie dbali o wysoki poziom kadry i usług, to po prostu nie mielibyśmy klientów - odpowiadają przedstawiciele sieci. Większość klientów wewnętrzne spory aptekarzy obchodzą niewiele. Dla nich liczy się głównie cena leku. Niestety, drogę do najtańszych aptek wydeptać trzeba samemu. Na początku trzeba poświęcić czas i pieniądze, np. na telefony. Później na dojazd. Ale może się opłacać. - Żeby się dowiedzieć, gdzie najtaniej można kupić dany lek, trzeba obdzwonić kilka aptek - radzi pani Jadwiga. - Kiedy już wiem, gdzie jaki specyfik jest najtańszy, mogę ustalić trasę swojej aptecznej podróży. Gdyby leki na recepty wszędzie były jeśli nie w jednakowej, to podobnej cenie, kupowałbym je blisko domu. Zamiast wycieczek do aptek wolałabym spacery po parku, który mam koło domu - stwierdza z uśmiechem. Na razie jednak będzie nadal jeździła do "swoich" tanich aptek.

AGNIESZKA SKIETERSKA
Rzeczpospolita, 2004r.

Gdzie szukać adresów aptek:
www.infowarszawa.pl (w dziale ważne telefony)

Zarówno sieci, jak i mniejsze apteki od kilku lat mają wspólnego konkurenta - są to tzw. punkty apteczne. Odbierają one klientów tradycyjnym placówkom. W przeciwieństwie do aptek punkty apteczne nie muszą mieć w ofercie wszystkich farmaceutyków ani zatrudniać wysoko wykwalifikowanej kadry. Nie zajmują się też przygotowywaniem leków recepturowych, czyli np. maści dermatologicznych robionych według przepisów lekarzy. Punkty apteczne sprzedają za to duże ilości leków powszechnie używanych, najczęściej stosunkowo tanich, na których normalne apteki zarabiają najwięcej.



<<< WSTECZ