Kosowo

  • Pokaz slajdów z Drenicy (kliknij)


  • Kosowo ma swego Che Guevarę

    Brodacza z kałasznikowem na ramieniu rozpoznaje każde dziecko. Skazany przez Serbów za terroryzm na 20 lat więzienia Adem Jashari to główny bohater rodzącego się kosowskiego mitu narodowego

    Baner w Prisztinie przedstawiający Adema Jashariego, fot. Agnieszka SkieterskaNa ramionach brązowy skórzany płaszcz, przy pasie pistolet, w ręku karabin maszynowy i lornetka - tak ubrany chodził Jashari, komendant Wyzwoleńczej Armii Kosowa (UÇK). Tak też wygląda jeden z jego licznych pomników w Kosowie. Potężny, trzymetrowy, w kolorze złota stoi w Skenderaju, miasteczku w dolinie Drenicy, niedaleko którego urodził się i zginął partyzancki dowódca. W stołecznej Prisztinie można kupić plakaty i koszulki z charakterystyczną podobizną komendanta UÇK i hasłem "Wujku, zrobione!". Brodacz ze sznurami amunicji na piersi staje się ikoną nowo powstałego kraju, kosowskim Che Guevarą. Gdy 17 lutego Kosowo ogłosiło niepodległość, rodzina Jashariego była jedną z dwóch obok krewnych zmarłego prezydenta Ibrahima Rugovy, której premier Hashim Thaçi podziękował w parlamencie za walkę o suwerenne państwo.

    Legenda Drenicy

    Mieszkańcy Drenicy nawet wśród rodaków mają opinię trochę dzikich, nieobliczalnych, o gorącej krwi. W Kosowie ludzie ich jednak szanują, bo położona wśród gór dolina od XIV w. zaciekle walczyła o prawa kosowskich Albańczyków przeciw Turkom, Jugosławii, Serbom. W 1990 r., na długo przed wojną między Serbami a kosowskimi Albańczykami z lat 1998-99, Jashari wraz ze starszymi braćmi stworzył pierwsze oddziały Wyzwoleńczej Armii Kosowa (UÇK). Tuż po tym, jak władze ówczesnej Jugosławii odebrały autonomię tutejszym Albańczykom, a ci proklamowali nieuznawaną przez nikogo Republikę Kosowo. Wytrenowane w Albanii zbrojne grupy z Drenicy zaczęły atakować serbskich policjantów i przedstawicieli władz. W odwecie, pod koniec 1991 r., jugosłowiańskie siły wspomagane przez czołgi i helikoptery zaatakowały dom Jasharich w Prekazie. Cel nie był przypadkowy, bo to w nim spotykali się dowódcy UÇK. Po gwałtownym ostrzale wojsko musiało się jednak wycofać. Z wszystkich sześciu brygad UÇK trzy były z Drenicy. Otoczona wzgórzami kraina słono zapłaciła za tę walkę. Niemal każda wieś, tak jak rodzinny Prekaz Jashariego, była w latach 1998-99 pacyfikowana przez serbskie wojska. W regionie zginęło ponad 1,1 tys. osób (w całej wojnie ok. 12 tys. Albańczyków i 3 tys. Serbów). Dziś do Prekazu pielgrzymują wycieczki szkolne, a Jashari stawiany jest w jednym rzędzie ze słynnym XV-wiecznym wodzem Skanderbegiem, który zjednoczył ziemie Albańczyków i proklamował niepodległość. Dla Serbów Jashari to terrorysta. W 1997 r. został skazany zaocznie przez serbski sąd na 20 lat więzienia za działalność terrorystyczną i zabicie serbskiego policjanta.

    Po kałasza na ośle

    Przez lata w istnienie zorganizowanej partyzantki nie wierzyli, przynajmniej oficjalnie, nawet niektórzy kosowscy politycy, w tym prezydent Republiki Kosowa Ibrahim Rugova. Ale w listopadzie 1997 r. dowódcy UÇK, wśród nich Jashari, wyszli z podziemia - zdjęli maski, pokazali twarze. Niebawem podziemna armia rozpoczęła pierwszą wielką ofensywę, a po paru miesiącach kontrolowała co najmniej 30 proc. terytorium Kosowa. W szczytowym okresie UÇK liczyła ok. 8-10 tys. bojowników. Całe wsie z Drenicy zaczęły wyprawiać się do Albanii po broń. Architekt Shkelqim, dziś 27-latek, też chciał iść. - Zapisałem się na listę, ale zawsze było za dużo chętnych, choć droga była wyjątkowo niebezpieczna. Podróż w dwie strony zajmowała dwa tygodnie. Na piechotę, czasem na ośle, głównie nocą - opowiada. Ci, którzy przeżyli, wracali w glorii chwały. Poległym rząd i samorządy z Kosowa wznoszą dziś gigantyczne pomniki. W ich budowie pomaga urodzony w Drenicy Shkelqim. Drenicę partyzanci ogłosili "terytorium wyzwolonym" od Serbów. Zabronili działalności serbskich partii politycznych, prześladowali Serbów i wszystkich, którzy z nimi sympatyzowali, np. Romów. Aby powstrzymać UÇK, Serbowie odcięli Drenicę od świata. Kto mógł, uciekał z doliny. Ci, którzy zostali, byli gotowi na walkę do końca. Na początku marca 1998 r. jugosłowiańskie siły znów zaatakowały Prekaz. Trzypiętrowy dom Jasharich ostrzeliwali z moździerzy od czwartku do niedzieli. Po akcji poinformowali o zabiciu ponad 50 "albańskich terrorystów" i zlikwidowaniu "słynnego gangu, któremu przewodził od dawna poszukiwany zbrodniarz Adem Jashari". Komendant zginął 7 marca. Legenda mówi, że umierając, śpiewał albański hymn. Połowa zabitych członków rodziny Jashari to kobiety i dzieci. Ostatnia kula trafiła 13-letniego syna Adema Kushtrima. W czasie oblężenia zginęli też m.in. żona, ojciec, matka i brat komendanta. - Najgorsze, co zobaczyliśmy po masakrze, to ciało kobiety w 9. miesiącu ciąży. Serbowie rozkroili jej brzuch i wyciągnęli dziecko - opowiada Rifat Bejta, były bojownik UÇK i emerytowany nauczyciel fizyki z Prekazu.

    Niech dzieci pamiętają

    "Wzgórze komendantów", którzy walczyli wspólnie z Jasharim, leży zupełnie na odludziu. Trzeba wiedzieć, gdzie odbić z głównej drogi, ale na mogiłach dużo świeżych kwiatów i flag z albańskim czarnym orłem. Bohaterowie Drenicy spoglądają dziś ze swych nagrobków, trzymając w rękach bazooki i karabiny maszynowe. Na mogile dowódcy Rifata Mzi wyryto wiersz o Wielkiej Albanii i mapę przedstawiającą Kosowo w jej granicach. Za taki kraj ginęła większość z nich. - Niedługo władze wybudują nową drogę, by dało się wygodniej dojechać - zapewnia architekt Shkelqim. Z gospodarstwa Jasharich zostały zgliszcza. Ciała rodziny Serbowie pogrzebali w pośpiechu na prowizorycznym cmentarzu. Krewni nie chcieli tego robić, domagając się przeprowadzenia sekcji zwłok przez międzynarodowe organizacje. Dziś władze Kosowa budują za 4 mln euro wielki memoriał ku czci Jasharich. Na razie na mogile komendanta i innych ofiar stoją jeszcze drewniane tablice. Ale przy grobie Adema Jashariego wartę pełnią już ubrani w czerwone mundury członkowie kosowskiej gwardii reprezentacyjnej, bo nowy kraj na razie nie ma armii. Dzień przed ogłoszeniem niepodległości kwiaty na jego mogile złożył premier Kosowa. Krótką wizytę pokazały wszystkie miejscowe telewizje. Cmentarz to tylko część kompleksu, drugą stanowią pozostałości gospodarstwa klanu komendanta. Ruiny obudowano rusztowaniami i zadaszono, by zachować je w stanie, w jakim przetrwały atak. - Aby nasze dzieci pamiętały, co tu się stało - mówi fizyk Bejta, który dziś oprowadza po kompleksie zwiedzających.

    AGNIESZKA SKIETERSKA, Prekaz w Kosowie
    Gazeta Wyborcza, 13 marca 2008r.



    <<< WSTECZ