Koleją przez Syberię


Trassybirskaja Magistrala


Pociąg numer 318 stoi na peronie, za chwilę opuści Dworzec Jarosławski w Moskwie. Pasażerowie z dużymi tobołami pospiesznie wsiadają do wagonów. Tu rozpoczyna się trasa Kolei Transsyberyjskiej, najdłuższej i najsłynniejszej linii kolejowej na świecie. Odjazd!


Z głośnika rozlega się żywa muzyka. Sasza narzeka: znów "disco rusko", nie mogliby puścić czegoś lepszego? Dobrze, że przynajmniej głośnik zciszyć można. Za oknami wciąż ten sam, równinny krajobraz. I setki kilometrów brzóz. Do Władywostoku droga daleka, 9332 km, ok.160 stacji, czyli dokładnie 6 dni i 17 godzin w pociągu. Czasem pojawia się samotna osada, a w niej małe drewniane domki i piękne okiennice, w każdym domu inne. Co kilka godzin jakieś miasto. Tysiące kilometrów przestrzeni. To, co za oknem ma jednak niewielkie znaczenie, na czas podróży pociąg staje się jedynym światem pasażerów. Przynależą do niego niczym obywatele do państwa, w którym bilet jest paszportem, a teren dworca nieprzekraczalną granicą.

Przez najbliższe dni dla większości pasażerów domem, kawiarnią i umywalnią będzie 54 osobowy wagon plackartny, najpopularniejszy długodystansowy wagon w Rosji. Tylko nieliczni wybierają droższy, kupiejny. W plackarcie nie ma przedziałów, tylko coupe- rodzaj czteroosobowych boksów z miejscami do leżenia przy których znajdują się jeszcze po dwa łóżka w korytarzu. Każdy ma miejsce leżące. Zaraz po odjeździe wszyscy ruszają do prowadnicy (kierowniczki wagonu) by za 30 rubli kupić pościel. K to ją już ma, może ściągnąć z wysokiej półki bagażowej materac i zacząć przygotowywać posłanie. Kto nie wykupi pościeli a spróbuje skorzystać z materaca, szybko zostanie zrugany przez prowadnicę.
Szczęśliwcy zajmują dolne półki w coupe. Mają swobodny dostęp do stolika i wygodny schowek na bagaż pod swoim łóżkiem. Ci, którzy kupowali bilety później, muszą zadowolić się górnymi miejscami, często w korytarzu. Najgorzej mają właściciele górnych półek przy toalecie. To prawdziwe nieszczęście, bo już po kilku godzinach z ubikacji dochodzi nieprzyjemny zapach.

Wieczorem plackarta powoli szykuje się do snu. Po wagonie przechadzają się kobiety w koszulach nocnych i faceci w piżamach. Większość chodzi w kapciach. Długie kolejki ustawiają się do dwóch wagonowych toalet. Prowadnica przygasza światło. A w naszym coupe rozpoczyna się impreza z nowopoznanymi znajomymi. Zijawudin wraca właśnie z Dagestanu, był tam z wizytą u swoich rodziców. Mieszka we Władywostoku. Na palcu nosi złoty sygnet, podobno z dziewięcioma diamentami, gdy się uśmiecha, połyskują dwa złote zęby. Jest bardzo serdeczny. Częstuje dagestańskim koniakiem i kiełbasą. Ja i moi przyjaciele rewanżujemy się suchą krakowską. Razem z nami świętują także Lilia, Sasza i Ania. Ta ostania dwójka dwa razy w roku odbywa podróż Koleją Transsyberyjską. Taki los, bo pół roku mieszkają w europejskiej części Rosji, a pół we Władywostoku. Żyją z handlu japońskimi samochodami. Z Władywostoku do Japonii już tylko krok. Wznosimy kolejne toasty za drużbę narodów. Kaukaska czapa Zijawudina, podarunek od ojca, staje się hitem imprezy, każdy chce ją przymierzyć. W sąsiednim coupe trwa w tym czasie poważny pojedynek na ręce, a w następnym turniej brydżowy. Nie sposób podczas tak długiej podróży nie zawrzeć nowych znajomości.

Granicę między Europą a Azją przekraczamy niezauważalnie.Jesteśmy ponad 1700 km od Moskwy. Pociąg mija kolejne strefy czasowe, jednak czas na dworcowych zegarach nie zmienia się. W całej Rosji pociągi kursują według czasu moskiewskiego. Wystarczy jednak opuścić krainę peronów i udać się poza obręb dworca, by z godziny osiemnastej nagle przeskoczyć np. do dwudziestej trzeciej. A podobno podróże w czasie są niemożliwe? W Polsce czy we Francji pociągami się jeździ, w Rosji, na długich trasach w pociągach się żyje. Rytm tego pociągowego życia regulują kolejne stacje i godziny otwarcia toalety. Przed większymi miastami, z powodu obowiązującej sanitarnej zony ubikacje zamyka się na półgodziny przed stacją i otwiera półgodziny po odjeździe. Zdarza się więc, że przez długi czas nie można wejść do kibelka. Nie ma nic gorszego jak obudzić się rano i trafić na taką przerwę. Na szczęście w każdym wagonie wisi rospisanije, na którym każdy może sprawdzić, kiedy i gdzie będzie następny postój oraz jak długo potrwa.

Dojeżdżamy do Tiumienia, 2138 km od Moskwy. Gdy tylko prowadnica otwiera drzwi wagonu, przy wejściu zaraz gromadzą się babuszki. Starsze kobiety, które dorabiają do pensji czy emerytury. Każda z koszykiem lub torbą foliową pełną jedzenia i picia. Pani Masza codziennie spędza na dworcu kilka godzin, gdyby nie dworzec nie starczałoby jej na życie. Sprzedaje czeburjaki, bułoczki i pirożki, czyli różne smaczne, nadziewane bułki. Wszystko własnej roboty. Na peronie można też kupić jajka na twardo na sztuki, kiełbasę, chleb, pomidory, cebulę. Coś mocniejszego też się znajdzie. Za to na zagryzkę najlepsza jest suszona ryba. Niektóre stacje przypominają prawdziwe bazary. Na dworcu nie może też zabraknąć ulubionego produktu pasażerów transsybiru - zupek chińskich. "Chińczyki" cieszą się wielkim powodzeniem, bo w każdym wagonie jest samowar, z którego cały czas można brać wrzątek. Samowar w pociągu wprawdzie nie przypomina uroczego urządzenia, które tak bardzo kojarzy się z Rosją, ale działa wyśmienicie. Oprócz zupek wszyscy pasażerowie wożą ze sobą pudełka z herbatą i kawą. Za to by wrzątek był zawsze w samowarze i miał odpowiednią temperaturę odpowiada prowadnica. Ona jest najważniejszą osobą w wagonie, pilnuje porządku, sprząta, dogląda, by wszyscy zajmowali odpowiednie miejsca. W razie awantury wzywa milicję. Nie warto z nią zadzierać. Na szczęście za sprawą Zijawudina i jego drobnych łapówek, w postaci słodyczy i dagestańskich specjałów prowadnica jest po naszej stronie.

Największym problemem podczas podróży transsybirem jest mycie.Dwie umywalki na ponad pięćdziesiąt osób to niewiele. Teoretycznie można wziąć "prysznic"- za drobną opłatą prowadnica zakłada kawałek gumowego węża na kran i gotowe. Niestety, ten system jakoś nie przekonuje pasażerów. Wszyscy myją się więc w umywalkach. Ale jak się umyć w pomieszczeniu metr na metr, gdy pociąg trzęsie, jedną ręką cały czas trzeba uruchamiać"wciskany kran", drugą trzymać się czegoś, by nie lec na zabłoconej podłodze? W dodatku nie ma gdzie położyć mydła i trzeba uważać by nie zrzucić wiszących na wieszaku ubrań. Na początku myślałam, że to niemożliwe, ale po dwóch dobach potrafiłam już w tych warunkach umyć głowę. W czasie długiej podróży zmienia się poczucie czasu. Liczy się, kiedy będzie długi postój, kiedy będzie otwarta toaleta. Długie godziny urozmaicają wędrujący po pociągu handlarze. Może kupi pani rękawice? Lody, kupujcie lody! Najnowsze gazety! A może kalendarz cerkiewny, albo chociaż miś pluszowy? I tak na przemian.

W Omsku, 2716 km od Moskwy sporo pasażerów wysiada. Jest chwila by ruszyć na przód pociągu i obejrzeć lokomotywę, a właściwie sprawdzić czy tak jak inne mijane przez nas pociągi, nasza też ma wymalowaną czerwoną gwiazdę, pozostałość dawnych czasów. Nie zawiedliśmy się, była na swoim miejscu. Szybko trzeba wracać choć do planowego odjazdu jeszcze 7 minut. Czasem jednak pociąg odjeżdża trochę wcześniej niż wynika z rospisanija. Po powrocie do wagonu zawsze czuje się duży zaduch. Nic dziwnego, ponad pięćdziesiąt osób przez kilka dni w jednym pomieszczeniu- to nie wróży niczego dobrego. A w dodatku w wagonie prawie nie otwierają się okna. Większość nosi jeszcze napisy: zamknięto na zimę 2002 i niestety żadna siła ich nie ruszy. Czasem po rozmowie z prowadnicą udaje się wywalczyć by przy pomocy obcęgów, młotka, śrubokrętów czy siekiery otworzyła któreś. Niestety, jeśli trafi się na coupe z wyjściem awaryjnym, na sukces nie ma żadnych szans.

Przed wieczorem trzeba uzupełnić zapasy jedzenia i picia. Zawsze przecież musi być coś na imprezę. Dziś króluje piwo Sybirskaja Korona. Trzecia noc w pociągu. Zijawudin, dla przyjaciół Zioma, zaprasza na swoje wesele do Dagestanu. W prawdzie nie ma jeszcze wybranki, ale wie, że ślub będzie we wrześniu 2003 roku. No i będzie dużo gości, jak to na Kukazie. Na razie planuje 600 osób. Dojeżdżamy do Nowosybirska, to największe miasto na Syberii i najdłuższy postój na trasie- całe 37 minut. Za nami daleko zostały Góry Ural, minęliśmy rzekę Ob. Do Władywostoku jeszcze 5989 km.

AGNIESZKA SKIETERSKA

Artykuł opublikowany w 2002r.

O Kolei Transsyberyjskiej
Została zbudowana w latach 1891-1905. Na polecenie cara Aleksandra II, prace rozpoczęto jednocześnie z dwóch krańców trasy, z Moskwy i Władywostoku. Do Irkucka kolej dotarła od zachodu w 1898r., stąd pasażerowie byli przewożeni 65km przez jezioro Bajkał, latem na statkach, a zimą na specjalnym lodołamaczu. Później zbudowano linię wzdłuż południowego brzegu jeziora. Kolej Transsyberyjska została wybudowana, by można było eksploatować bogactwa naturalne Syberii: złoto, diamenty, metale szlachetne. Przy budowie masowo pracowali więźniowie przymusowi. Od początku transsybirem wywożono na zesłania przeciwników caratu, a potem wrogów komunizmu. Przed wybudowaniem kolei pokonanie odcinka Moskwa- Władywostok konnym zaprzęgiem trwało trzy miesiące. Koleją początkowo zajmowało to dwa tygodnie, a obecnie tydzień. Kolej Transsyberyjska przemierza osiem stref czasowych, a różnica czasu między Moskwą a Władywostokiem wynosi siedem godzin.

<<< WSTECZ