Kto narazi sie tej kobiecie, do siedziby prezydenta Stanów Zjednoczonych nie wejdzie


Szara eminencja Białego Domu


Niewysoka starsza pani z laseczką zna Biały Dom jak własną kieszeń- to Mary A. Masserini, kobieta, która pracuje już dla 7 prezydenta Stanów Zjednoczonych i jest żywą legendą najważniejszego gmachu w Ameryce.


Pani Masserini wyglądem nie przypomina typowego pracownika Departamentu Stanu najpotężniejszego mocarstwa świata. Żadnych klasyczny czarnych kostiumów i stonowanych kolorów. Zamiast nich wiśniowa torebka, zielone spodnie, ekstrawagancki kapelusik przystrojony z boku różowym kwiatem i złoty aniołek w klapie.Mary jak na swoje 80 lat zadziwia żywotnością Włosko brzmiące nazwisko zdradza temperament południowca. Choć Mary zbliża się już do osiemdziesiątki , wciąż jest kobietą bardzo energiczną: "nie wychodź za linię", "nie zasłaniaj"- strofuje dziennikarzy z całego świata wymachując swoją laseczką. Nikt nie śmie się jej sprzeciwić, bo pani Masserini to szara eminencja Białego Domu i Kapitolu. Jako protokolarny oficer prasowy pracuje w Departamencie Stanu od 1956 roku!

- Miałam szczęście do prezydentów. Jako pierwszego poznałam Harry'ego Trumana, choć wcale nie było to w Waszyngtonie, lecz w stanie Connecticut, gdzie pracowałam wtedy w administracji - mówi "Nowemu Dniu" w czasie spotkania w Waszyngtonie. Drobna kobieta o silnym charakterze i doniosłym głosie na dobre zagościła w dwóch najważniejszych budynkach Ameryki za prezydenta Richarda Nixona. Od tego czasu to właśnie Mary wprowadza dziennikarzy do Białego Domu i Senatu. W rezydencji amerykańskiego prezydenta odpowiada za to, by wszyscy sprawnie dotarli na spotkanie z głową Stanów Zjednoczonych. Do swojej pracy ma zdrowy dystans.

- Nie lubię długiego sprawdzania przed wejściem do Białego Domu.Te procedury są beznadziejne, ale musicie je wytrzymać- pociesza targających ciężki sprzęt reporterów, którzy nim dotrą do prezydenta USA przechodzą kolejne kontrole łącznie z obwąchiwaniem kamer i komputerów przez specjalnie wyszkolone psy.
Zawsze ma też jakiś żarcik w zanadrzu, by w razie potrzeby zabawić prezydenckich gości. Przez lata służby w siedzibie amerykańskiej głowy państwa pani Masserini dobrze poznała zasady dyplomacji. Zgodnie z nimi odpowiada więc na pytanie którego prezydenta lubiła najbardziej.
- Z wszystkimi pracowało mi się dobrze- wspomina, ale po chwili namysłu dodaje, że "bardzo miły był Jimmi Carter", prezydent, który szanował Polaków, a na swego doradcę do spraw bezpieczeństwa wybrał Zbigniewa Brzezińskiego, dziś słynnego profesora. Wpływowa starsza pani widziała z bliska setki przywódców z całego świata. Tuż obok niej przejechał też wczoraj wóz prezydenta Polski Lecha Kaczyńskiego, który jechał właśnie na spotkaniem z Geroge'm Bushem.
 Po 50 latach pracy w lipcu 2006 roku Mary odchodzi na emeryturę
Z niektórymi głowami państw panią Masserini łączą jednak szczególne więzy sentymentalne. - Dwa dni temu z wizytę w Białym Domu złożył król Jordanii Abdullah. Pamiętam go jak wiele razy przyjeżdżał tu jako młody chłopak ze swoim ojcem. Dziś, choć jest władcą, gdy tylko jego limuzyna zajechała na teren prezydenckiej rezydencji rzucił mi się w ramiona i uściskał serdecznie. Powiedział: chciałem się po prostu z Tobą przywitać- z dumą mówi nad podziw żywotna weteranka Departamentu Stanu.

Mimo wieku Mary dzielnie pokonuje długie korytarze Białego Domu. Pewnie porusza się też po olbrzymim gmachu amerykańskiego Kongresu. Po latach pracy u boku prezydentów podjęła jednak decyzję: w lipcu odchodzę na emeryturę- zdradza nam. Jak na typową perfekcjonistkę przystało szykuje już jednak swoją następczynię. - Ostatnie miesiące swojej pracy muszę dobrze wykorzystać- mówi stanowczo żywa legenda Białego Domu.

AGNIESZKA SKIETERSKA, Waszyngton
Nowy Dzień, luty 2006r.

<<< WSTECZ