Rosja to kraj, który albo pokocha się na całego, albo znienawidzi już podczas pierwszej podróży. Ja pokochałam. Najbardziej lubię w niej to, że jest zupełnie nieprzewidywalna, ogromna i tak różnorodna.
Moja sympatia nie dotyczy oczywiście urzędasów rosyjskich, którzy są najbardziej tragicznym gatunkiem ludzi na naszej planecie. Zazwyczaj włóczę się jednak po syberyjskiej prowincji, a ta jest zupełnie inna niż Moskwa czy Petersburg.
Do największych rosyjskich sukcesów zaliczam uzyskanie meldunku na szczycie kamczaskiego wulkanu (jak wiadomo rgistracja to rzecz święta). Większych porażek do tej pory nie było.
A poniżej fragment mojej ulubionej "Nocy Walpurgi, czyli Kroków Komandora" Wieniedikta Jerofiejewa
Doktor:
Więc kiedy przywieziono pana tutaj ostatnim razem?
Gurewicz:
(...) żebym był już zupełnie dokładny, tego dnia zdarzyło się coś, co zostanie w pamięci milionów na całe pięć lat - puste butelki po wódce, które do tej pory kosztowały dwanaście albo siedemnaście kopiejek, zależnie od pojemności, od tego dnia wszystkie kosztują dwadzieścia.
Dotkor:
Więc uważa pan, że w historii Rosji Radzieckiej w ciągu minionych pięciu lat nie wydarzyło się nic ważniejszego?
Gurewicz:
Chyba raczej nie... nie przypominam sobie... nie zdarzyło się...
wyd. Wydawnictwo Literackie 2001, przekład: Irena Lewandowska