Trzy godziny grozy w gmachu Telewizji Polskiej - Uzbrojony napastnik wziął zakładnika - Sprawna akcja policji Terrorysta w TVP
Terrorysta na Woronicza
Przez ponad trzy godziny w budynku Telewizji Polskiej przy ul. Woronicza młody mężczyzna terroryzował strażnika i domagał się wystąpienia na antenie. Kilkanaście minut po godzinie 23 napastnik poddał się. Telewizja nie przerwała nadawania programu.
Terrorysta wszedł do bloku F telewizji kilka minut po godz. 20. Najpierw pokonał bramkę przy ogrodzeniu. Nie sprawiło mu to kłopotów, ponieważ pracownicy firmy ochroniarskiej Certus, którzy strzegą obiektu, nie mają obowiązku legitymowania wchodzących. Mężczyzna doszedł do gmachu F i zatrzymał się przy stanowisku funkcjonariusza Straży Przemysłowej TVP. Najprawdopodobniej zmylił czujność strażnika mówiąc, że przyjechał z przesyłką. Tę wersję potwierdzają rozmówcy "Rz". - Wieczorem do dyżurnego Jedynki zadzwonił ktoś z portierni i powiedział, że chce przekazać kasetę. Ponieważ nie zamawiano materiału, nikt nie zszedł do dzwoniącego - powiedział nam jeden z dyrektorów TVP.
Chce na wizję
Napastnik, stwierdziwszy, że nikt do niego nie schodzi, przeskoczył przez bramkę, wyjął broń, przystawił ją do skroni strażnika i zażądał wejścia na antenę. Przerażony strażnik zaprowadził desperata do studia nr 7. Tam zwykle przygotowuje się oprawę programów, stamtąd realizowane są wejścia prezenterów. Według policjantów studio, do którego się udali, było puste. Pracownicy telewizji powiedzieli, że właśnie trwały tam przygotowania do realizacji programu "Sport telegram". Pojawiły się informacje, że napastnik po wejściu do studia wziął jeszcze 7 zakładników, których później wypuścił. Zdementowali je jednak przedstawiciele policji i rzecznik TVP.
- To nieprawda, mężczyzna miał cały czas tylko jednego zakładnika. Innym pracownikom telewizji nic nie groziło - powiedział kom. Marek Kubicki, rzecznik komendanta stołecznego policji.
Do budynku TVP przyjechała policja, wezwano pogotowie. Przybyli też szefowie telewizji publicznej. Wszyscy byli zszokowani.
- Od razu, gdy dowiedziałam się o sprawie, pojechałam do gmachu TVP. Niestety, policjanci nikogo nie wpuszczali, więc niewiele mogłam zrobić na miejscu. Teraz jestem w domu i cały czas próbuję się dodzwonić do reżyserki w studiu, w którym jest zakładnik. Wygląda jednak na to, że jest tam wyłączony telefon - powiedziała nam około godz. 22 Nina Terentiew, szefowa Drugiego Programu TVP.
Snajperzy w gmachu
Szybko okazało się, że napastnik ma prawdziwy pistolet P-83 z ostrą amunicją.
- Sytuacja jest naprawdę poważna. Prezes Robert Kwiatkowski powołał specjalny zespół kryzysowy. Zapewniam, że bezpieczeństwo zakładnika i pracowników telewizji jest dla nas najważniejsze - powiedział Jacek Snopkiewicz, rzecznik TVP.
Przed budynkiem stało kilka radiowozów, karetka pogotowia. Jednak pracy w telewizji nie przerwano, program emitowany był bez większych zakłóceń.
- Nie nadaliśmy tylko magazynu sportowego "Sport telegram". Emitowaliśmy program, bo sytuacja nie zagrażała innym pracownikom. Wszystko działo się w jednym miejscu, napastnik nie przemieszczał się - wyjaśnia Snopkiewicz.
Środki bezpieczeństwa ograniczyły się do odgrodzenia policyjnymi taśmami terenu, gdzie przebywał terrorysta z zakładnikiem.
Około 22.50 przyjechali na miejsce policyjni snajperzy. Ubrani w specjalne uniformy, w kamizelkach kuloodpornych, weszli do budynku, trzymając w rękach futerały z bronią.
W tym czasie w środku trwały negocjacje policyjnych specjalistów z napastnikiem. Przed budynek wyszedł zdenerwowany prezes TVP Robert Kwiatkowski. Zapytany, czy spełni żądania terrorysty i odda mu czas antenowy, odpowiedział:
- Polegamy na negocjatorach z policji i będziemy się stosowali do wszystkich ich poleceń.
Kwiatkowski dodał, że na pewno nie zgodzi się na to, by w negocjacjach brał udział ktokolwiek z TVP. Sugerowałoby to, że takie było żądanie terrorysty. Prezes wątpliwości jednak nie rozwiał.
Szczęśliwy koniec
Kilkanaście minut po godz. 23 policja poinformowała, że napastnik jest już unieszkodliwiony. Według jednej wersji mężczyzna odrzucił broń i poddał się dobrowolnie. Według drugiej, w wyniku negocjacji udało się uśpić jego czujność, co wykorzystali policyjni antyterroryści i obezwładnili napastnika.
Okazało się, że jest nim młody mieszkaniec województwa mazowieckiego (powiat Mińsk Mazowiecki). Trwają jego przesłuchania.
- Zabezpieczamy ślady na miejscu przestępstwa, badamy broń, którą miał ze sobą napastnik - mówi nadkom. Sławomir Cisowski, rzecznik prasowy komendanta głównego policji. Policja nie chciała potwierdzić informacji o kasecie, którą rzekomo chciał wyemitować terrorysta.
Szef stołecznej policji Ryszard Siewierski pochwalił swoich podwładnych.
- Zależało nam na spokojnym i bezpiecznym rozwiązaniu tej sytuacji. A do łatwych ona nie należała - cały czas występowało zagrożenie życia. Udało się, policjanci wykazali się pełnym profesjonalizmem - powiedział "Rz" Siewierski.
Prezes telewizji zapytany, czy niedzielne zdarzenie nie udowodniło, że gmach telewizji jest źle zabezpieczony, odpowiedział:
- Trzeba będzie rozważyć możliwość zwiększenia środków bezpieczeństwa.
AGNIESZKA SKIETERSKA, blik
Rzeczpospolita, 22 września 2003r.
<<< WSTECZ